Społeczeństwo

#Łuczewski || Rene Girard (1923-2015)

12170201_10205549504157149_1038668043_n

Długo się na to szykowałem, cyzelowałem pytania, przeczytałem wszystko, co mogłem przeczytać. Byłem gotowy. Chciałem porozmawiać z Girardem o jego wizji apokalipsy od pierwszej książki do ostatniej, o mesjanizmie i o tym, że polski romantyzm jest inny niż romantyzm, który on opisał w „Prawdzie powieściowej i kłamstwie romantycznym”. Filip Memches zdobył dla mnie dwa numery telefonu: jeden do Stanfordu, a drugi do Paryża. Nie wiedziałem, gdzie Girarda łapać, ale ponieważ był rok akademicki, założyłem, że jest w Stanfordzie. Po wielu dniach przekładania kluczowej rozmowy wreszcie powiedziałem sobie: teraz albo nigdy. Odczekałem do godziny 23.00, żeby zastać go w okolicach poobiednich. Na dziki Zachód nie muszę dzwonić w samo południe, 14.00 wydała mi się lepszą godziną. Zadzwoniłem jeden raz, drugi, trzeci. Nic. Nikt nie odpowiada. Perspektywa wywiadu mojego życia niebezpiecznie się oddala. Gdzie ten Girard może być? Dlaczego na mnie nie czeka? Dzwonię jeszcze raz. Dalej cisza. A może jest w Europie? No tak, na pewno jest w Paryżu, przecież przeszedł już na emeryturę. Ha! Uciekł przede mną z Kalifornii do Francji? Nie ma problemu, znajdę go i we Francji. Wybieram szybko numer. Za długo czekałem na tę chwilę. Teraz mi się nie wymknie. Oho, wolny sygnał, zaraz pewnie usłyszę jego głos. Czas na baterię pytań. A czy wie Pan, że rosyjska myśl religijna, która Pana tak fascynuje, czerpie z Mickiewicza i Cieszkowskiego? Kolejny sygnał. Czekam. Dłuży mi się. Spojrzałem za okno. Było ciemno. Noc. NOC! Jasna cholera! Co ja robię? Dzwonię do członka Akademii Francuskiej o północy?

Na tym moje kontakty z Girardem się skończyły. Więcej już do niego nie zadzwoniłem. Jakoś głupio byłoby mi powiedzieć: To ja, przed kilkoma dniami pozwoliłem sobie Pana obudzić, gdyż chciałem zrobić wywiad mojego życia.

Ale przez te wszystkie lata mogłem podziwiać wspaniały gmach jego teorii, odwagę myślenia, która kazała mu pytać o początki ludzkiej kultury i o jej koniec; o człowieka i o Boga; o Chrystusa i Antychrysta. Znam tylko jednego innego myśliciela, który miał taką odwagę: Karola Wojtyłę. Między nimi można znaleźć wiele niezwykłych paraleli. Zakorzenienie w kulturze greckiej, miłość do wielkich powieści, odkrycie mrocznych źródeł człowieczeństwa, zmaganie się z Schelerem, Freudem i św. Augustynem. A przede wszystkim: głęboką wiarę, która ożywia myślenie, i myślenie, które buduje wiarę. Artur Rosman doskonale te paralele wyczuł.

Czas najwyższy, żeby zrobić wielką konferencję na temat tych dwóch niezwykłych ludzi, którzy odmienili XXI wiek.

Radykalizm Girarda pociągał mnie tak, że girardowski ślad widać w zasadzie każdym moim tekście. Czułem też z nim duchową więź, gdyż jedni zarzucali mu, że się rozdrabnia, nieustannie zmieniając dyscypliny (you spread yourself thin – ostrzegali), a inni nie akceptowali jego nawrócenia, przez którego próg przeszedł w środę rano. Rene, jeśli tam już jesteś, zadzwoń do mnie. Może być o północy.

Dyrektor programowy Centrum Myśli Jana Pawła II

Zobacz Też

12358061_10205762166193567_1574906020_n #Gierech || Pamięć i Jan Paweł II 12170201_10205549504157149_1038668043_n #KarolWojtyłaFellowship || Dołącz do drużyny Wojtyły. 12047375_10205437488596830_2033704343_n #KampaniaDziedziniecDialogu

Komentarze

  • Alfred Gentz

    Jak na tekst okolicznościowy, mający być przy okazji śmierci pewną formą wspomnienia osoby która odeszła (tak można by przypuszczać), to niewiele tu o Girardzie. W zasadzie odnoszę wrażenie, że to nie jest tekst o Girardzie, tylko o samym autorze tekstu. Szkoda.