Społeczeństwo

#Niewiadomski || Polska nie jest najważniejsza.

niewiadomski

Męczennicy przypominają, że nasza ojczyzna jest w Niebie i że posłuszeństwo jego Władcy może wymagać zakwestionowania reguł politycznej gry narzucanych przez zwierzchności i potęgi tego świata – pisze Krzysztof Niewiadomski.

Fundamentalna dla współczesnych relacji między państwem a wspólnotami religijnymi zasada autonomii sfer polityki i religii na pierwszym planie dyskusji o wzajemnych relacjach obu sfer stawia zagadnienie rozdzielającej je granicy. Prawie każdą debatę prowadzoną w Polsce na temat wzajemnych ograniczeń i zobowiązań Kościoła i Rzeczpospolitej da się pokazać jako spór o miejsce, w którym przebiega granica, i o to, jak szczelna powinna ona być.

Antyklerykalna lewica podnosi argumenty przeciwko rzekomym dążeniom Kościoła do złamania zasady świeckości państwa i podporządkowania przestrzeni publicznej zasadom katolickiej nauki moralnej. Z kolei prawicowi publicyści i politycy przestrzegają przed rosnącymi kompetencjami państwa, które zagrażają autonomii wspólnot religijnych.

Obie diagnozy wyrażają tak naprawdę obawę przed niekorzystnym przesunięciem linii rozgraniczającej to, co polityczne, od tego, co przynależy do wiary. To dobrze już znane i opisane przeciąganie liny między tymi, którzy domagają się większej laickości, i tymi, którzy walczą o resekularyzację przestrzeni publicznej, nie wyczerpuje jednak puli „konfliktów granicznych”.

Równie istotne jest bowiem łamanie autonomii religii w ramach konserwatywnej, czy też chrześcijańskiej, wspólnoty aksjologicznej. Integralność chrześcijańskiej wizji człowieka i społeczeństwa najbardziej cierpi w relacji z bliskimi jej moralnie wizjami państwa i społeczeństwa, które można roboczo określić jako „konserwatywne”, czy też „prawicowe”. Katolicyzm jawi się w nich jako fundament, ale tak naprawdę pełni on raczej funkcję instrumentu służącego do legitymizacji ideologii (dostarczenie jej moralnej sankcji) i do nadawania spójności społeczeństwu (oparte na tradycji normy moralne). W sytuacjach konfliktu norm wywodzonych z nauczania Kościoła z dyrektywami dyktowanymi przez polityczny rozum podejmowane są próby skolonizowania religii, podporządkowania jej „realistycznej”, szermującej „racją stanu” argumentacji politycznej.

Socjaldemokratyczny projekt rozrastającego się, patologicznie nadopiekuńczego państwa tworzy rzecz jasna zagrożenie dla autonomii Kościoła. Apetyt współczesnej biurokracji można przyrównać do cesarza, który przestał zadowalać się tym, co jego, i zaczął wyciągać ręce ku temu, co boskie. Ekspansja tego rodzaju jest jednak łatwa do zdiagnozowania – nie trudno wykazać, że złota zasada rozdziału została zakwestionowana. Bardziej niż wrogiego tyrana boję się więc przyjaciół, którzy przekonują, że walczą we wspólnej sprawie i postulują „jedynie” zmianę środków, odejście od niepraktycznej polityki miłości i od pięknoduchostwa na rzecz skuteczniejszej polityki miecza. Instrumentalizacja religii dokonuje się najczęściej właśnie poprzez wytwarzanie presji pragmatyzmu i skuteczności oraz poprzez nadmierną wiarę w skuteczność budowy „dobrych instytucji”, które urastają wręcz do rangi fenomenów wybawiających świat od zła. Za charakteryzowaną postawą kryje się uderzająca w sam fundament chrześcijaństwa niechęć do słabości – broniący „chrześcijańskiej cywilizacji” krzyżowcy skuteczność miecza przedkładają nad skuteczność krzyża. Dobrze rozpoznają wroga w cesarzu, ale mylą Mesjasza z Barabaszem.

Projekty chrześcijańskiej polityki najczęściej mają na celu powstrzymanie chaosu oraz budowę społeczeństwa o harmonijnym ustroju wywiedzionym z praw naturalnych. Powstrzymywanie chaosu automatycznie wywołuje jeden z kluczowych dylematów teologii politycznej – problem katechonu. Nie wchodząc w szczegóły, wspomnę, że pojęcie to wywodzi się z 2 Listu św. Pawła do Tesaloniczan, w którym apostoł narodów pisze o tym, że ponowne przyjście Chrystusa poprzedzone zostanie wystąpieniem „człowieka grzechu, syna zatracenia”. Na razie jednak coś powstrzymuje Antychrysta. Paweł nie wyjaśnia co (lub kto) to jest, a zatem zwykło się nazywać to katechonem – czymś, co powstrzymuje (nazwa powstała od greckiego czasownika oznaczającego właśnie powstrzymywanie). Ambiwalentność sytuacji polega na tym, że powstrzymywanie „człowieka grzechu”, choć może jawić się jako dobre – stawia tamę złu – to jednocześnie opóźnia ponowne przyjście Chrystusa.

Upraszczając sprawę, można w triumfie katechonicznego wymiaru polityki widzieć zwycięstwo doczesności, które obroną przed chaosem i zapewnieniem bezpieczeństwa przesłania horyzont eschatologiczny. Takie zjawisko jest moim zdaniem charakterystyczne właśnie dla konserwatywnych projektów politycznych, które broniąc chrześcijańskich wartości, jednocześnie podporządkowują je wartościom doczesnym – ładowi społecznemu, interesowi narodowemu, miłości ojczyzny. Tam zaś, gdzie triumfuje katechon, należy wzmacniać drugi biegun – eschaton.

Jak to robić? Przede wszystkim nie powtarzać błędu Tesaloniczan, których św. Paweł upomina w swoim drugim liście. Podburzeni przez fałszywych proroków głoszących rychły koniec świata, wpadli oni w apokaliptyczną histerię – przestali pracować, odwrócili się od świata. Nie tylko posłuchali fałszywych proroków, lecz także sprzeniewierzyli się ludzkiemu powołaniu, porzucili funkcję gospodarzy tego świata. Nie postuluję zatem odwrócenia się od polityki jako czegoś brudnego i niegodnego zaangażowania.

Przeciwwagi dla prymatu doczesności szukałbym w figurze męczennika. Erik Peterson, niemiecki teolog tworzący w XX w., twierdził, że Kościół, w oczekiwaniu na przyjście „Króla przyszłego czasu”, toczy wojnę z potęgami tego świata – walczy z nimi „w osobach swoich męczenników”. W myśli Petersona chrześcijanin jest przede wszystkim poddanym jedynego Króla, Jezusa Chrystusa, a najwłaściwszą postawą poddanego tego władcy jest gotowość oddania za Niego życia i włączenia się tym samym w Jego kapłańskie królestwo.

Uwaga, nie twierdzę, że chrześcijanin powinien szukać śmierci i że życie nie zakończone męczeństwem będzie w jakiś sposób niepełne. Już w czasach prześladowań rzymskich Kościół w jasny sposób potępił osoby, które celowo prowokowały potencjalnych prześladowców. W figurze męczennika widzę dwa komponenty – pierwszy z nich to aktywna działalność w tym świecie, uświęcające zaangażowanie w jego sprawy, a drugi to zgoda na oddanie życia za wiarę, czyli, patrząc w kategoriach świeckiej polityki, na porażkę, na uznanie doczesnej przewagi przeciwnika. Sądzę, że to przede wszystkim od męczenników powinniśmy się uczyć politycznej lekcji. Logika męczeństwa pozwala bowiem i uzasadnić społeczne zaangażowanie, i wpisać doczesność w horyzont eschatologiczny, uznać wartość wysiłków podejmowanych w celu powstrzymania chaosu przy jednoczesnym przyznaniu prymatu celom ostatecznym. Męczennicy przypominają, że nasza ojczyzna jest w Niebie i że posłuszeństwo jego Władcy może wymagać zakwestionowania reguł politycznej gry narzucanych przez zwierzchności i potęgi tego świata.

Uważam, że potraktowanie figury męczennika jako nie tylko konfesyjnego, lecz także stricte politycznego punktu odniesienia, pozwala na wzmocnienie słusznej autonomii katolickiej wizji człowieka i społeczeństwa w stosunku do świeckich, spowinowaconych z chrześcijaństwem, ideologii politycznych. Umocnienie granicy polega zarówno na osłabieniu kultu bożka skuteczności, jak i na przywróceniu właściwej hierarchii pomiędzy ojczyznami – ta doczesna, Polska, jest ważna i cenna, ale dalece nie najważniejsza.

Krzysztof Niewiadomski – historyk i polonista, doktorant w Instytucie Historii PAN, sekretarz redakcji Magazynu Apokaliptycznego 44/ Czterdzieści i cztery.

Artykuł powstał w ramach projektu „Dziedziniec Dialogu” realizowanego wspólnie przez Archidiecezję Warszawską oraz Centrum Myśli Jana Pawła II, instytucję kultury m.st. Warszawy.

Rzecznik prasowy Centrum Myśli Jana Pawła II

Zobacz Też

12081363_10205481808544801_835894193_n #Terlikowski || Bez Boga nie ma konstytucji 12571399_10206018178233708_611219066_n #Kukowska || Przepis na wolontariat 12053388_10205504765918721_140810296_n #Kozłowska #Burzyk || Przeciw polityce chrześcijańskiej.

Komentarze