Społeczeństwo

#Terlikowski || Bez Boga nie ma konstytucji

12081363_10205481808544801_835894193_n

Bez Boga, ani do proga – głosi polskie przysłowie. I tę ludową prawdę można i trzeba odnieść także do konstytucji, jeśli ma być ona czymś więcej niż tylko zszywką karteluszków – pisze Tomasz Terlikowski.

Nie przeceniam znaczenia zapisanych konstytucji. I Związek Sowiecki miał, i Korea Północna czy Kuba mają, bardzo ładne i dobrze napisane dokumenty. Nikt nie traktował ani nie traktuje ich poważnie. Nie inaczej jest z państwami zachodnimi, które wprawdzie w swoje dokumenty wpisują fundamentalne prawo do życia, ale w dokumentach niższego rzędu ograniczają je i odmawiają go nienarodzonych czy niepełnosprawnym. Warto też przypomnieć, że istnieją państwa, które spisanej konstytucji nie mają, a jednak całkiem nieźle (by nie powiedzieć wprost o wiele lepiej niż Kubańczycy czy Rosjanie) radzą sobie z obroną własnych obywateli i ich fundamentalnych praw. I dlatego nie przesadzałbym w kulcie zapisanych karteluszek, które często w rozumowaniu laicyzatorów stają się dokumentem o znaczeniu fundamentalnym, którego podważenie (choć przecież ktoś go sformułował, a ktoś inny może go zmienić) jest niemal laickim bluźnierstwem. Ja jednak na takie bluźnierstwo sobie pozwolę i zaznaczę, że jeśli już konstytucję mamy mieć i oddawać jej szacunek czy cześć, to powinna ona opierać się na solidnych ontycznych i antropologicznych fundamentach, a nie być tylko zbudowana na piasku społecznego porozumienia i kompromisu politycznego.

Takim solidnym fundamentem (a może trzeba powiedzieć budowaniem ustroju państwa na – by posłużyć się językiem Ewangelii – skale, a nie na piasku) może być tylko uznanie istnienia prawa naturalnego zakorzenionego w przyjęciu istnienia Boga osobowego. Każdy inny fundament ontyczny konstytucji będzie nietrwały i niestabilny, bowiem bazować będzie na przekonaniu, że istotą prawa, moralności – także w jej wymiarze społecznym – jest kompromis społeczny zbudowany jedynie na woli większości (nawet jeśli respektującej prawa mniejszości). Historia XX wieku boleśnie pokazała zaś – i to na wielu płaszczyznach – że większość może się mylić, i to w sposób groźny dla mniejszości. I wcale nie chodzi tylko o hitlerowskie Niemcy, ale także o socjaldemokratyczną Szwecję czy Norwegię, które sterylizowały przymusowo ludzi, których społeczeństwo uznało za niedostosowanych czy za demokratyczne Stany Zjednoczone i Kanadę, które pozwalały – w podobnych sytuacjach – nie tylko na sterylizację, ale niekiedy nawet na kastrację takich osób. Wszystko zaś w imię demokracji i interesu społecznego. Nie inaczej jest obecnie, gdy w imię rzekomych konstytucyjnych praw niszczy się małżeństwo czy odbiera prawo do życia ogromnej rzeszy ludzi. Te przykłady pokazują boleśnie, że tam gdzie zabraknie trwałych fundamentów ontycznych i antropologicznych (a dopiera na nich można budować spójną aksjologię) tam zaczyna rządził przemoc (niekiedy intelektualna), która łatwo przekształca się w – by posłużyć się sformułowaniem św. Jana Pawła II – w „lekko zakamuflowany totalitaryzm”.

Tylko koncepcja prawa naturalnego, zakorzenionego w istnieniu Boga Stwórcy Wszechświata, zdolna jest ufundować system prawny i polityczny, który – oczywiście ze świadomością, że nie ma systemów ludzkich doskonałych – będzie nieco bardziej odporny na takie pokusy czasem całkiem zwyczajnego, a czasem tylko „pluszowego” totalitaryzmu. Świadomość, że moralność, prawo, a także relacje międzyludzkie nie są zależne tylko od naszej woli, ale także – i to stopniu znaczącym – od woli Boga i Jego (a także stworzenia) natury pozwala zachować swoistą pokorę wobec projektów doskonalenia świata poprzez usuwanie niedoskonałych czy budowania szczęścia przez projekty polityczne nieuwzględniające niedoskonałości człowieka. Nie twierdzę oczywiście, że ludzie wierzący nie są w stanie wyrzekać się prawd wiary, albo że samo wspomnienie Boga zmienia radykalnie sposób działania, ale przyjmuję, że symbole czy symboliczne odwołania są wyrazem wiary, która powinna (a często realnie to czyni) zmieniać życie i postępowanie.

I właśnie dlatego Osobowy Bóg powinien być wpisany do konstytucji, jako jej ontyczny fundament. I nie chodzi od razu o to, by nadawać mu wszystkie cechy teologiczne Boga chrześcijan (choć i to nie powinno być z góry wykluczone), ale by przypomnieć, że istnieje Stwórca Świata – Bóg, w którego, przy wszystkich różnicach – wierzyć mogą zarówno chrześcijanie, Żydzi jak i muzułmanie, a także liczni teiści, którzy nie utożsamiają się z żadną z wyżej wymienionych tradycji religijnych. Ten Stwórca jest także Sędzią, który oceni nasze wybory, a także Opatrznością, która czuwa nad historią. Te trzy Jego cechy są kluczowe dla kształtowania rozumienia człowieczeństwa i społeczeństwa, które chronią podstawowe prawa jednostki i wspólnoty. I dlatego w konstytucji trzeba się do Niego odwołać. Jeśli zaś ktoś w ten sposób nie wierzy, to powinien przyjąć Jego (choćby wymyślone) istnienie, dla własnego bezpieczeństwa, jako gwaranta najbardziej fundamentalnych praw człowieka, których sam człowiek nie jest w stanie obronić.

Tomasz Terlikowski jest t doktorem filozofii, publicystą i autorem ponad trzydziestu książek, redaktorem naczelnym Telewizji Republika i publicystą tygodników „Do Rzeczy” i „Gazeta Polska”, a także felietonistą „Rzeczpospolitej”.

Rzecznik prasowy Centrum Myśli Jana Pawła II

Zobacz Też

gierech2 #Gierech || Encyklika „Dives in misericordia” 12571399_10206018178233708_611219066_n #Kukowska || Przepis na wolontariat 12071847_10205437527797810_170778965_n #JerzySosnowski #ObrazCzyObraza

Komentarze